Opowieść zaczyna się w deszczowy poranek 16 grudnia kiedy to spotykam kolegę B. razem po długim oczekiwaniu zażywamy 50 mg "domyślcie się czego". Domyślacie się? :D Rozwinięciem historii jest tzw. tucker firmy Stanley, który ot tak sobie leżał na trawie i znalazł go pan P., wymieniliśmy go u ściśle anonimowej osoby na 50 mg (na głowę) "wiecie czego". Następnie uderzam do kolegi D. z którym to przegrzebujemy jego piwnicę i wyciągamy ciuchy z darów dla powodzian (znaleźliśmy zajebiste trampałki Adidasa, raczej męskie roz. ok 40 - to takie małe ogłoszenie, zasadniczo chcę je wrzucić na allegro) i niesiemy ciuszki do kolejnej anonimowej panienki, którą wcześniej zapewniłem, że są ładne i seksowne jak ona cała. Wymieniamy to tam na jakieś 20 mg "już wiecie czego?" na głowę. Oto, mały przełom. Bowiem kolega D. chowa się wkrótce do chaty kiedy to sąsiedzi i generalnie bagdadczycy zaczynają już wychodzić do swych prac i trochę wstyd stać kolejną noc pod blokiem, a jeszcze większy wstyd to walić do drzwi domu i czynić borutę na klatce (gdyż swego czasu tak stukałem, że wyszła na klatkę wielka społeczniara pani K., jednak po moim "pani się nie interesuje" pośpiesznie odizolowała swoje mieszkanko od klatki schodowej - do tej pory jej nie widziałem, zastanawiam się czy odpowie mi na "dzień dobry", jak myślicie?). Tak więc w moich myślach urodził się pomysł aby sprawdzić domniemaną obecność krzewu bielunia w pewnym miejscu, w którym to ponoć kolega S. moidlił się do niego i ponoć przez to go wycieli. Na pohybel mi (a może NFZowi, bo musiał mnie karmić?) jednak był tam.
150 ziaren.... Tzn. około 150 ziaren gdyż liczyłem dość pobieżnie. I tutaj urywa się pamięć zasadniczo - pamiętam tylko, że łazłem po różnych miejscach Bagdadu po trochu dojadając. Słowem jak to menelisko szwendałem się i wspominam to na niebiesko (może to kolor emocji? była pewna pani, która po lekturze tego bloga napisała do mnie pytanie o kolory - jeśli nadal czytasz serdecznie pozdrawiam), na niebiesko - czyli chłodno. No jak to tak być takim meneliskiem jebanym.
Dobra, w tym momencie naprawdę kończy się moja pamięć.
Zasadniczo trzymam się na nogach i raczej nie bełkoczę, wiem, że 17 grudnia (tj. w sobotę) mój dom odwiedza xiądz by udzielić mojej babci komunii - jakoś nie pamiętam.
Lepiej mi zapadło w świadomość kolejne oblanie matki jogurtem. Tym razem truskawkowym... Jakie były moje motywy? Co chciałem osiągnąć.... (jak to powiedział kiedyś Nergal:) "jeden bóg wie".
Niemniej jednak kołacze mi w głowie, że zacząłem się liczyć z tym, że czeka mnie pobyt w psychiatryku.
Smutni panowie z "ratownictwa medycznego" przyjechali, obejrzeli poprzednie wypisy i zabrali w samej bluzie, spodniach dresowych i klapkach (chyba nawet bez skarpetek) do owej psychuszki.
Co najlepsze (i to nie jogurt tylko ten kwiatek wpisano mi na wypisie jako powód przyjęcia!!!!) zobaczyłem szatana...
Byłem na stanowisku "co ty pierdolisz matko", do momentu kiedy pewnego dnia podczas odwiedzin nie przypomniała mi, że złapałem za jej czerwoną kurtkę i rzekłem do niej głosem odkrywcy "SZATAN!" (Nosz ku***, lubię matkę denerwować wyzywając ją od belzebubów ale toż to naprawdę był jednej z tych wygłupów...).
W samej sieniawce nie mogłem się podpisać własnoręcznie wyrażając tym zgodę na leczenie (przynieśli mi tą kartkę później z niezwykle niezgrabnym pierwszym M do podpisania - co owszem uczyniłem - bo przecież sędzia grozi...). W drodze z izby przyjęć na oddział raczyłem się malowniczo wyjebać przez co mojej spodnięta były uroczo brudne. Nie jest dla mnie jasnym w jaki sposób znalazłem się w swoich (domowych) spodninach bez majtek na łóżku... Pamiętam z tamtego epizodu również moment przypięcia w pasy... Groza? Tak, owszem, na trzeźwo... Ale nie na takiej bombie.
Był na sali obserwacyjnej pewien sierżant wojska ludowego pan M. - kazałem mu szukać mojej komórki i wysłałem go do pokoju zabiegowego (gdyż z zabiegowego wchodzi się do pokoju tzw. obserwacyjnego, na którym spędziłem tydzień, na tzw. rewersie - czyli nie możesz się ruszyć nigdzie bez pielęgniarki - ale i tak jaraliśmy fajki w kiblu :}) żeby zobaczył "tam za winkiel za drzwi" - gdyż byłem ściśle przekonany, że wisi tam moja kurtka, a w niej (to pamiętam!) zostawiłem sobie owoc bielunia... Biedny pasiarz... kurtka została w domu, a od teraz mama wie jak wygląda kolejny mój narkotyk.
Dobra. Tyle o przyjęciu, teraz nieco lakoniczniej o samym pobycie.
Byłem lekko zdziwiony jak zobaczyłem pare tych samych mord co we wrześniu.... K. A. T. E. H.(H. jeszcze od mojego poprzedniego pobytu!) S..... Zobaczyłem nawet naprawdę parszywą (no niestety takie słowo, ale nie ubliżam) twarz pana R. co mu ktoś ponoć po twarzy palnikiem acytylenowym przejechał, którego widziałem w owym szpitalu aż w 2009 roku.
Był też teść pani R. tzn. pan K. - tej pani R. z bagdadzkiego liceum co uczy niemieckiego - tragicznym doświadczeniem było kiedy pozwolił mi dotknąć lewej strony swojej głowy gdzie miał wgniecienie na 1cm, szerokości ze 3cm... Ponoć się wywrócił gdzieś - oszczędzę wam jego historii.
Może napiszę o cioci S.... Ciocia S. była po 70 i ogółem dała mi zarobić całe 32 zł za wysłuchiwanie jej głupot (podły i cyniczny marek wykorzystał te pieniądze niecnie) - a potrafiła tak nawijać, że naprawdę poczytuję sobie za sukces, że pewnego razu po bitej godzinie aż stęknęła, że już nie ma nic do powiedzenia - w sensie, że aż tak jej wysłuchałem. Ciocia S. patrząc na moją bluzę Fila twierdziła, że jestem albo xiędzem albo komendantem - kazałem się nazywać komendantem bo na xiędza to ja bym jednak nie zapozował (poza tym Ciociu tłumaczyłem, że xięża po psychiatrykach nie leżą.... przecież.) Poza tym ciocia uparcie twierdziła, że jestem z nią spokrewniony i imputowała mi wiele imion... Jakoś nie przypadło jej do gustu moje prawdziwe. Nieco przed końcem do składu owej sali dołączyła jakaś szczerbata pani (ale jakże lubiła szczerzyć te resztki zębów! naprawdę spoko wyglądała :D) i ona mi z kolei imputowała, że ja pobierałem nauki u św. Józefa. - Bez komentarza :} Niemniej jednak na pożegnanie wyściskałem wszystykie te babiny.
Może teraz o pani D... Pani D. ma 42 lata, córkę w moim wieku, robi magistra i... zakochała się we mnie :}}}}
Oszczędzę szczegółów bo sobie zasadniczo nie życzyła abym tu o niej pisał. W każdym razie co się nachapałem lekkiego erotyzmu to moje na wieki.
Aha... Zabawowy akcent... Kiedyś siedzę na łóżku u D., akurat ciocia S. miała łóżko tuż obok... Słucham D., dla niepoznaki patrzę się na S. i nagle pokazuję palec wskazujący oraz palec mały na raz wyciągnięte (no popularne rogi) do cioci, kiedy ta coś mówiła o jakimś xiędzu ze swojej rodziny. D. padła dyskretnie ze śmiechu.
Ponieważ znowu kompletnie i ni ch*** nie miałem szlugów musiałem wyłudzać od innych... Tak wyłudzałem, że każdego dnia byłem napalony do syta. Dzisiaj jednak pare godzin po wyjściu znów stanąłem u bram szpitala i uraczyłem ekipę zapasikiem. Tym razem jednak się odwdzięczyłem! Świetnie się czuję z racji tego gestu.
Może to tyle... jak ktoś chciałby usłyszeć więcej to niechaj postawi piwo.
A może i wypis zeskanuje i wrzucę.... Przeczytać bowiem diagnozę lekarską, że jest się wesołkowatym to bezcenne...
PS.
Po rozmowie z panią ordynator dostałem klonazepam na codzień!
Mam go więc na wypisie co równa się temu, że mam go na stałe!
Hej kruca :D
Drogi pamiętniczku.
Chorzy jesteśmy. Polacy. My. Się tłuc w taką rocznicę.
Ja wziałbym udział w tym marszu patriotycznym. A bo tak. Tolerancyjny jestem, ale lokuję się po drugiej stronie barykady, tj. w opozycji do lewackiej ekipy. Ja rozumiem, że jak Combat 18 maszeruje razem np. z katolikami z NOPu, razem z Arturem Zawiszą, Ziemkiewiczem czy kombatantami to można mieć niesmak apropo tych pierwszych. Ale żeby zaraz angażowali się w to jacyś Niemcy?
Powiem tak, jestem pomiędzy bo Combat promuje Adolfa Hitlera i to jest złe, a lewacy, głównie anarchiści(a przecież zwolennicy legalizacji marihuany) mają w poważaniu to, że urodzili się w Polsce.
Wiadomo kto to był Hitler, oddać mu można tylko to, że postawił Niemcy na nogi po kryzysie. Wyobraźcie sobie np. teraz w Grecji takiego dyktatora, który robi ustrój a la tercerystyczny (coś jak Lepper), kładzie lachę na Unię, wraca do drachmy i stabilizuje sytuację gospodarczą kraju. Jakby zabijał ludzi to wiadomo - zły. Ale zmierzam tylko do tego, że moim subiektywnym zdaniem więcej narodowego socjalizmu dałoby lepsze efekty niż spirala zadłużania rządów w różnych bankach światowych. Mam nadzieję, że kumacie. To polskie państwo mogłoby budować autostrady organizując samo drużynę z bezrobotnych.
Anarchiści zaś nie są przywiązani do wartości narodowych. Tłukli Mickiewicza w szkole, w powstaniu Warszawskim ludzie tak samo młodzi walczyli byle pistoletami z Niemcami, a dzisiaj nie chcą uszanować bieli i czerwieni. Mi chodzi tylko o spokój... Idą faszyści i idą kombatanci - trzeba od razu NAPIERDALAĆ?
Ja zgadzam się, że kiedy bije się murzyna za kolor skóry to źle. Ja rozumiem.
Poznałem we Wrocławiu fajnego murzyna i nie spinam się pomimo poflirtowania z nacjonalizmem w zeszłym roku. Wiem już, że Freud (żyd) należał do syjonistycznej masonerii i miał w dupie swoich klientów gojów, ale kurde spuściznę zostawił moim zdaniem celującą. (wspominałem ostatnio, że się zabrałem do czytania) Nie wiem czy wiecie, ale pojechał nawet po religii mojżeszowej, taki był, rozumiecie nieograniczający się poprawnością polityczną.
Jak wspomniałem lewacy są za legalizacją. No świetnie.
Ale aborcja? Już nie popieram. Indywidualne prawo do eutanazji rozumiem. Homoseksualizm to kwestia wychowania (tak sądzę) i budowy mózgu - więc co? Pozabijać? Zetrzeć freski z kaplicy Sykstyńskiej? Zniszczyć Damę z łasiczką?
Jestem sobie umiarkowany, ot co. Może zbyt szary, żeby jednoznacznie określić swoje poglądy, ale stanowczo wziąłbym udział w pochodzie, w którym szli także ci osławieni faszyści. A Niemcy niech wyp****** pilnować polskich osiedleńców w miastach typu Goerlitz, żeby naszym szyb w autach nie wybijali.
Apropo koloru skóry - turek, który mieszka nad swoim lokalem koło pasażu, pobił dziewczynę, która poszła z nim za 50 zł. On brutalny, ona wamp. I co? Ja nie wiem, ale chyba pójdę następnym razem do starego dobrego Mehmeta, chociaż czort jeden zazwyczaj nie ma sosu ostrego. :}
A jak było o legalizacji to:
ZIELE RZĄDZI
W Bagdadzie mgła, te same rozproszone światła latarni co zwykle.
Klimat jak u smutnych metalowców, których motywem jest ból, rozdarte rany i tworzenie muzyki deppressive black metal, Tak sobie to część mnie postrzega.
Jakiś czas temu szedłem ze sklepu, tego na początku końcu miasta{tym początku od str. drogi 352} i obok gimnazjum nr1, przy łące, za rurami, tuż przy schodkach (niektórzy kojarzą to lumpiarskie miejsce z posiedzeń albo młodocianego jarania jeb*nych szlugów. ogólnie kocmułuchowstwo) grupka młodocianych czyniła popularny 'wybryk' improwizując ognisko z jakiegoś fotela, mieli długie włosy, ktoś miał skórę i ogólnie epatowali negacją porządku publicznego i słów swoich rodziców na wieść o tym,
Takie luźne skojarzenie z metalem. Powiem, że zasympatyzowałem i nawet mógłbym się dołączyć, ale jakoś mnie nieśmiałość zjadła, poza tym przecież niosłem z mamą zakupy do domu...
Śmieszne i luźno związane, ale muszę zachowywać jakąś spójność tekstu. Pisałem coś ostatnio wyczynowo (z wymuszonym, tak zapomnianym zaangażowaniem) i było to jak brnąć przez mgłę, To taka mara jawiąca mi się w pamięci - słowem retrospekcja z liceum. Szło oporowo.
Wkrótce będę musiał napisać więcej takich tekstów. Prolog do powrotu w instytucję takich obowiązków wypada blado, ale jestem pełen ambicji. Po rozluźnieniu związków z fotografią(miałem pierwszego hopla w życiu w tej szkole foto) przyszło mi na poziomie koledżu pracować jedynie umysłowo. Ale to, że sobie popiszę i ogólnie zaangażuję się, jest dobrym prognostykiem dla czegoś innego co hipotetycznie(ostatnio sobie myślałem, że to tym powinienem się zająć na poważnie) da mi kolejnego hopla. Tym razem realizowanego na chłodno (o naturo co każesz przemijać i przynajmniej częściowo{lub jakkolwiek} dorastać, czy w ogóle ciężkie słowo - poważnieć}*). Tym czymś ma być pisanie.
*to zawołanie ma zabrzmieć jak np. u goethego
Ale i tak składa się tak, że kupiłem dzisiaj bateryjki do mojego jedynego sprawnego fotoapratu na klyszę.
To może zacznę wychodzić z quasi-depresji.
Życzcie!
Przed chwilą Frufczyńska(ty sowo!) co wczoraj była w WCH(sczaj ziom) napisała mi na gg radę jak nie mieć depresji, a po tym jak się wykpiłem, że właśnie piszę na blogu napisała:
Marek 'skumaj gościa' michałek
Olu... naprawdę cenię sobie twoje rady i że mówisz mi takie rzeczy - jak wyjść z tej depresji i w ogóle.... (To jest piep**one wyznanie huehue.)
Tytuł notki to cytat z ostatniej płyty Bushido. Fajnie to móc tak powiedzieć, uprawiając formę rap.
A jak o arabach mowa, to dzisiaj obok mojego bloku przeszedł człowiek ubrany w tym guście:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/98/Abdullah_of_Saudi_Arabia.jpg
tyle, że szatę miał całą białą.
Jak poczytałem ostatnio znowu Nostradamusa to myślę sobie, że to zły prognostyk na odległa przyszłość jeśli zawitał na osiedlunek do naszej bogatyni arab.
Chociaż te kebaby, nie zaprzeczę, dobre robią.
I tak w ogóle to nie jestem ksenofobem(i mocno straszny też motyla noga nie bardzo...). Ot po prostu jak już emigranci, to wolałbym by byli słowianami.
Bo np. do Granicy Bogatynia kupili trzech ukraińców (powiedzmy, że poznałem przesiadując w bibliotece) i jeden strzelił bramę w meczu z Karkonoszami JG, czym przecież niepoślednio przyczynił się do tej rozkosznej wygranej bo przecież było 2:1
W to oto ewoluował zaistniały od ostatniej notki powstający cyklicznie zarodek, w którym kumulują się treści jakie chce wyrzucić moje coś w rodzaju duszy.
Aha. Wziąłem się do Freuda. Mam nadzieję, że niektórzy skumają specyficzność zaobcowania z jego dziedziną. (powiedzmy, że możemy przybić swego rodzaju pionę. sory, dopiero jak skończę to będę miał prawo)
Rano idę porobić zdjęcia.
rzegnajcie
No ok, etwas noch.
Jak jutro pójdziecie na cmentarz i będziecie mieli sposobność zauważyć pewne "bluźnierstwo" to powiem, że wiem o nim coś niecoś bliżej.
To będzie długi i rozwlekły wpis ponieważ tyle to spraw chciałem poruszyć.
Część z Was 1szego września zaczęła szkołę. Ja zaś wsiadłem do karetki z biletem na Sieniawkę. (dla tych co są spoza BGD - w Sieniawce jest psychiatryk). Myślę, że solidarnie razem z Wami miałem przejebane. Tak się kończy otwieranie mózgu matce... No nie fart... no nie otwarłem i wkrótce dostałem w lewego poślada haloperidol. Rzeknę wam, że całkiem miło przebił te alkaloidy tropanowe(bieluń) zatykające mi nerwy "wtamtenczas". A wyraz oczu ponoć miałem demoniczny.
{ o d s k o c z n i a } :
I wiecie co? Śmieszą mnie łamagi, które lądują po bieluniu na jakimś odtruciu bo im obraz ucieka albo ogólnie nie ogarniają.
A wiecie czemu sobie pozwalam na ten wrzut nawet w kontekście tego, że ja też wylądowałem w szpitalu? Bo ja zeżarłem na tyle nie wiele, że nie robiło mi to wielkiej różnicy, a nawet bez atropiny mógłbym zrobić tę samą borutę.
Niewiarygodne?
Kilka dni temu spożyłem na tyle dużo, że zwyczajnie się wyspałem śniąc niesamowitości i obudziłem ze świeżym umysłem. A jeszcze przed snem z pełnym zrozumieniem czytałem książkę.
Tylko gdyby nie ta moja mama w rocznicę rozpoczęcia IIwś...
I tak każdy pomyśli sobie o mnie i o tym wedle uznania własnego, ja wiem swoje. :}}
{ p o o d s k o c z n i } :
Ten haloperydol wykłóciłem z Mietkiem kulawym(taki doktór) i pomimo świetnych rokowań na dobre działanie 3ciego dnia jednak zaczął wyginać szczękę.
Kuracja trwała 3 tygodnie. Zabawne bo jak tylko wyszedłem na przystanek 22 wrz. to najpierw przejechali chłopaki z bloków ciesząc mordy (od razu odgadli czemu marka nie było) a chwilę później wyłoniła się M. z pobliskiej chatynki. M. licencjatka, obecnie pani pedagog i tak spędziliśmy czas na rozmowie o starych polakach w mej drodze powrotnej.
Sam pobyt to wielki śmiech. W czwartym dniu już znałem wszystkich bywalców café. Czyt. palarni.
Nie ma co się rozwodzić kolejno nad osobnikami, ale z każdym była wielka piona do przybicia.
Pewnego wieczora dorwałem kawał styropianu długości jednego metra. Razem z T. vel Jezus choć jednocześnie wyglądał jak Nergal zmierzyliśmy korytarz - 67,8 m.
Wpadł pan Pawło**** (bez nazwisk, ale bagdadczycy się domyślą), akurat staliśmy po leki a jego śpiew było słychać jeszcze przy zamkniętych drzwiach wejściowych.
Tyle, choć mógłbym napisać o wiele więcej.
Obecnie zażeram jeden klonazepam każdego poranka, nie fukam (!) zdarzało się jak wspomniałem zażyć Datura stramonium oraz Dextrometorphanum. No i etanol. ("chyba nic nie pozostanie nam już oprócz tego piwa, zabierz mnie stąd...")
Poza tym:
"Chryste, nie wierzę, stałem się ateistą..."
Przeczytałem Tao Lao Tse i ten wpis kończy się zaraz za tą kropką.
Puuuf, gęba w kubeł.
Znak życia.
Czy to agonia?
Marek = mumia.
Poeci o tym pisali i piszą.
Bardziej szkoda mi A. Leppera niż całego Smoleńska.
Zaskakujące było to smutne uczucie jak patrzyłem na epitafia na tvn24...
Zaskakujące bo od dawna nie przejawiłem tak 'człowieczego' uczucia.
Cóż. Lodowiec.
Lodowiec - pozdrowienia z tego miejsca dla tych wszystkich dziewczyn, które do tego doprowadziły.
Lodowiec, heh. Mięso bez uczuć.
See you sinners in Nifelheim...
Poza tym zastanawiam się mocno na jakie pójść studia i czy naprawdę skończy się ten dylemat wybraniem antropologii?
A jeszcze coś innego poza tym i tamtym - "prowadzę życie jak nomad, ci wszyscy kumple, którzy nocą siedzą w domach".
Tylu wschodów słońca co ostatnio to przez całe życie chyba nie widziałem tylu.
Apropo łażenia po nocy - 'kiedy jest coś co chce wam przekazać, po prostu biorę do ręki cokolwiek; może to być nawet puszka. Napisy są na murze, napisy są na niebie... codziennie list do ciebie piszę...' to:
Mam nadzieję, że tym napisem na czerwono naprzeciw kebabu dotrę/dotarłem chociaż do jednego przeciwnika sprawy i odmienię mu myślenie...